Książki, książki dla kobiet

„Szczęście nie przychodzi samo. Trzeba nad nim pracować.” czyli książka „Kara. Gordian. Tom 2.”

Po przeczytaniu pierwszego tomu „Gordiana” z niecierpliwością czekałam na kolejną część. Udało się, doczekałam się i jestem świeżo po przeczytaniu książki Melissy Darwood Kara. Gordian. Tom 2.” Książka zaskoczyła mnie głównie tym, że jest o niebo lepsza, ciekawsza niż jej poprzedniczka. To dość rzadkie zjawisko, żeby kontynuacja była ciekawsza niż pierwsza część, a jednak Melissie Darwood się to udało. 

Był grzech więc musi być i kara 

W tej książce mamy okazje poznać dalsze losy Gordiana i Kiry. Ja sięgając po drugą część, liczyłam na to, że zyskam odpowiedzi na pytania, które postawione były w pierwszej części. Relacja tej pary zacieśnia się, a ich uczucie rozkwita. Jednak jak wiadomo prawdziwe życie, potrafi nieraz zaskoczyć więc i tutaj okazuje się, że nad Gordianem i Kirą pojawiają się czarne chmury. Zaczynają wychodzić różne sytuacje z przeszłości, które mogą zaważyć na ich dalszej relacji. Czy Gordianowi uda się zmierzyć ze swoimi błędami z przeszłości? Czy uda się im stworzyć prawdziwy związek? Tego dowiecie się tylko, czytając drugą część przygód Gordiana i Kiry. 

Przeciwieństwa się przyciągają 

Autorka obiecywała w zapowiedziach, że będzie to gorący erotyk, moim zdaniem nie do końca tak jest. Nie zmieniła języka, jakim posługuje się główny bohater, nadal jest to ostry, pełen sprośnych tekstów i przekleństw. Jednak sam Gordian staje się mężczyzną wiernym. Wydaje mi się, że drugi tom tej książki zmusza czytelnika do pewnych refleksji, co jest akurat na plus. Oboje mają niezbyt ciekawą przeszłość, jeśli chodzi o związki i relacje z drugą osobą. Kira – jak możemy się domyślać – została w przeszłości skrzywdzona przez innego mężczyznę, a Gordian był właśnie takim mężczyzną, który nie zawsze traktował kobiety tak, jak powinien. Wbrew pozorom to ich właśnie do siebie przyciąga. Ona próbuje mu zaufać i przełamuje swój lęk, a on przy niej staje się inny, łagodniejszy, lepszy. 

Przekleństwa – czy to było potrzebne? 

O ile sama książka jest niezwykle ciekawa, o tyle nadmiar przekleństw oraz język, jakim jest napisana, przestaje być fajny po pewnym czasie i zaczyna męczyć. Staje się po prostu bardziej irytujący. Co więcej, książka napisana jest z perspektywy Gordiana, więc mniej jest tutaj Kary i jej przeżyć czy odczuć. Drugi tom perypetii Gordiana jest na pewno bardziej interesujący niż pierwsza część. Nie znajdziemy tu nadmiaru przesłodzonych historyjek, tylko poważne przygody bohaterów. Trudności, z którymi ta para musi się zmierzyć. Jeśli czytałaś z przyjemnością pierwszą część książki Mellisy Darwood, to tym bardziej polecam sięgniecie po kontynuacje historii Gordiana i Kary.